Powstanie Listopadowe według Mickiewicza czyli… zegar tyka.

Jeszcze uniesieni czczeniem Święta Niepodległości a już niebawem obchodzić będziemy kolejną rocznicę wybuchu trwającego prawie rok Powstania Listopadowego (1830r.). Pomijając stronę batalistyczną i wojskową Powstania niezwykle cenną wydaje się być choćby pobieżna charakterystyka stanu polskiego społeczeństwa w tamtym okresie i mogące się wprost kojarzyć porównania z jego obrazem dzisiejszym. Na pewno pomocą służyć tu może geniusz wieszcza narodowego Adama Mickiewicza, tak dziwnie jakoś ostatnio działaniami Ministerstwa Edukacji Narodowej (!) wypieranego ze świadomości młodego pokolenia.

Czytając na przykład III część Dziadów, a zwłaszcza scenę „Salon Warszawski” jakże łatwo przychodzą na myśl analogie do czasów współczesnych. Jak nie trudno dopasować dzisiejszą scenę polityczną i zachowania społeczne do czasów listopadowego zrywu narodowego i odwrotnie. Mieszają się i zastępują wzajemnie pojęcia, zachowania czy postawy. I tak na przykład w…różowym „Salonie Warszawskim” prym wiedzie „Towarzystwo Stolikowe”, powiedzieć można… kawiorowe. To kosmopolici, całą gębą europejczycy, przejmujący się raczej co o nich sądzi nie naród lecz taka czy inna obca władza, z którą głównie wiążą swe osobiste kariery i korzyści. To wysocy urzędnicy, literaci, damy z towarzystwa, generałowie. A także wszelkiej maści… celebryci z niepohamowanym „parciem na szkło”, dziennikarze czy aktorzy. Ich tematem są plotki i bale, kto bardziej poprawnie wypadł u Namiestnika czy… w kolorowym brukowcu, kto był mniej lub bardziej skąpo ubrany na kolejnej gali wzajemnej adoracji. Komu w najbliższym czasie grozi zesłanie na… medialny Sybir.

Ich postawę wieszcz Adam definiuje jako tchórzowską, uległą i obłudną. Na fali oświeceniowych prądów szczególnym i ulubionym obiektem ataku ze strony „Towarzystwa Stolikowego” jest Kościół oraz przedstawiciele duchowieństwa. Nie brak wielu głosów, domagających się ograniczenia swobód dla krnąbrnych „czarnych”, chytrych pasibrzuchów, czy wspierającej się chmary pedofilów.

W „Salonie” ulubionym tematem nie jest stan polskiego państwa i potrzeba jego naprawy. Ba, polskość tutaj to nienormalność, której najlepiej się wyrzec. Trzymanie się tradycji prowadzi bowiem Polskę prosto na rubieże zaścianku europejskiego. Bywalcy Salonu czują się samozwańczymi wybrańcami i „elytą” Narodu. Dlatego też z pogardą i wyższością zerkają ku wejściu do „Salonu Warszawskiego”. Tam gromadzi się bowiem licznie „Towarzystwo Drzwiowe”, składające się głównie z młodzieży oraz ludzi starych, doświadczonych. Ci ostatni, często weterani nie kryją wzruszenia i łez. Mądrość życiowa aż nadto im podpowiada do czego może i musi doprowadzić polityka „Salonu”. To zatruwanie ateizmem, dewiacjami, prymitywną kulturą, zalewanie ulic bankami, aptekami, pubami czy agencjami towarzyskimi, lansowanie najniższych lotów kabaretów, programowo wyszydzających tradycyjne wartości.

Młodzi słuchają starych, pamiętających wojny, powstania czy… stan wojenny. Młodzież nie chce być z jednej strony karna i wręcz tresowana na obraz i podobieństwo nowej ideologii a z drugiej zaś traktowana pobłażliwie za rozwiązłość, brak zasad czy… palenie trawki. Chce być patriotyczna, pamiętać o wydarzeniach historycznych. Chce się utożsamiać z narodowymi, biało-czerwonymi barwami czy też własnymi, klubowymi. A nie tęczowymi, nijakimi, obcymi. Buntuje się przeciwko wmawianiu przez „Towarzystwo Stolikowe”, że patriotyzm to w najlepszym przypadku nacjonalizm a tak naprawdę to zakamuflowany faszyzm. Nie zgadza się z lansowanym, „zero-jedynkowym” i jedynie słusznym wyborem : albo tradycja, zaścianek i zacofanie albo nowoczesność, postęp i dobrobyt. Czy można więc lekceważyć przypisane wieszczowi Adamowi przestrogi, które tak zwięźle zdefiniował: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem” ? Nie bójmy się i nie martwy o Pana Boga. Wierzymy bowiem, że On ostatecznie i na pewno „zmiażdży głowę wężowi”, a Jego Kościoła bramy piekielne nie przemogą. Martwmy się raczej o św. Krzyż, o nas, o Polskę… Zegar Wieszcza tyka bowiem od dawna. Jeśli bowiem zaufać przepowiedni Poety, że …”wewnętrznego ognia ( naszego Narodu ) sto lat nie wyziębi” to należy zadać sobie pytanie i zastanowić się ile to już lat pod przykrywką języka miłości jesteśmy plugawym opluwaniem systematycznie gaszeni, pozbawiani Ducha ? Kiedy staniemy się ostatecznie tacy jak tego oczekuje „Towarzystwo Stolikowe” ? ” Bez serc, bez ducha, ot… szkieletów ludy ” ? W dodatku niekiedy beznadziejnie zadłużeni. Ileż to jeszcze z tych stu lat zostało, by historia, która – jak wiadomo – lubi się powtarzać zatoczyła swe zgubne koło… ?

Należy może w tym miejscu wesprzeć Wieszcza pracą księdza Henriego Delassus’a, który w swej książce „Duch rodzinny” z początku XX wieku konkluduje: ” Narodowi może przydarzyć się coś gorszego niż utrata wojska i okrętów, niż bankructwo finansowe czy też napad na jego terytorium To porzucenie tradycji i utrata ideału. Historia wszystkich ludów to potwierdza”. A zegar tyka bez litości !


12.11.2013 Jacek Zalewski