Uniwersalność Wielkiego Postu.

Społeczeństwo staje się prawdziwie postępowe i nowoczesne. W niedzielę i święta gromadnie odwiedza galerie… handlowe. Marzy o karierach finansowych swych latorośli po ukończeniu akademii…. piłkarskich czy tenisowych, pilnie śledzi, by nie przegapić gali…. bokserskiej. I nie musi się martwic skoro jest fajnie i wesoło.

Gdyby nie te wszystkie „piny” i „loginy” o niczym nie byłoby trzeba pamiętać. O walentynkach, tłustym czwartku czy rogalu świętomarcińskim przypomną usłużne, wolne i obiektywne jak zawsze media. Oczywiście tylko w kontekście poczynienia okolicznościowych zakupów a nie potrzeby wyjaśnienia „skąd i dlaczego”. Zewsząd przypominają się coraz bardziej liczni rzecznicy różnych praw i przywilejów, obrońcy godności, równości i orędownicy tępiących naturalną czujność procedur.

Jakoś mało do świadomości przebijają się takie słowa jak obowiązek, odpowiedzialność, troska, refleksja. Nikt nie chce słyszeć ględzenia o „usychającym strumyku w górach”. Przecież … „woda płynie w miejskich rurach”. Przegonić, a najlepiej wygonić z Kraju nienawistnych „kasandrystow”. Te ich obciachowe zawołanie : „Bóg – Honor – Ojczyzna”. Owszem, raz do roku daje się upust swej hurtowej kulturalności poprzez nocne zwiedzanie w tłumie i ciasnocie muzeów czy zaspokoi wrażliwość społeczną skacząc w natchnieniu i amoku do taktu „Wielkiej Orkiestry”.

Dziwnie na myśl przychodzą wydarzenia z czasów początków upadku Cesarstwa Rzymskiego. Wspaniale się bawiąca klasa rządząca, by zaspokoić wymyślne zachcianki dla siebie i coraz bardziej licznej gromady „Pożytecznych” podnosi podatki, a gdy to nie starcza to konfiskuje majątki … niepokornym. Jednocześnie „boski” Kaligula czyni swego konia wicemarszałkiem, znaczy… senatorem. Od igrzysk do igrzysk. Po co komu znać historie. Jeszcze się gotowa powtórzyć…

Niedawno w telewizji , po przegranym przez Polskę w fatalnym stylu meczu piłkarskim ze słabiutką Irlandią pewien rozanielony kibic krzyczy do kamery, że doskonale się bawił, że nic się nie stało bo to był mecz o „pietruszkę”, a następnym razem będzie lepiej. Warto może chociaż w okresie Wielkiego Postu uświadomić sobie, że życie jest jedno i nie będzie „następnego razu”. Że życie od poczęcia do naturalnej śmierci to nie „gra o pietruszkę”. To gra o Zbawienie. Wieczne i nie tylko… swoje. A pan Bóg ? Owszem, jest miłosierny. Ale i też… konsekwentny. Obdarowawszy raz człowieka wolną wolą i rozumem nie będzie go zbawiał wbrew jego chęciom i pragnieniom..


12.02.2013 Jacek Zalewski

Zobacz inne refleksje