Refleksje po Święcie Zmartwychwstania

Minęły Świąteczne dni, kiedy to – kolejny już raz – cieszyliśmy się ze Zmartwychwstania naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa . Który – prędzej czy później – pokonując na Krzyżu nie tylko zło, fałsz i obłudę, ale przede wszystkim śmierć ofiarował w ten sposób nam Odkupionym Życie wieczne. Zapewne nasza radość przeżywania Świąt Wielkanocnych była w jakiejś proporcji i funkcji, to znaczy uzależniona od stopnia naszego przygotowania, pragnienia oczyszczenia nie tylko serc ale i umysłów. Uzależniona stopniem chęci do naszej postnej pokuty, żalu za grzechy, zahartowania się w wierze. Nawrócenia z drogi, na której byśmy niechybnie powtarzali bojaźliwie za św. Piotrem: „Nie znam tego człowieka”. W końcu chęci poszukiwania i odnajdywania siebie w Męce Chrystusa.

Zapewne nasze refleksyjne myśli skierują się też nieco bardziej wstecz, choćby obejmując okres Wielkiego Tygodnia, zaczynającego się Niedzielą Męki Pańskiej. Może należy pomyśleć dlaczego Dzień Ów tak się nazywa, skoro wjazd Chrystusa do Jerozolimy był triumfalny, wśród okrzyków „Hosanna” oraz rzucania gałązek z drzewek oliwnych czy palmowych. Działo się to wiosną 33 roku ery nowożytnej, 1980 lat temu. Chrystus doskonale wiedział, że te okrzyki i wiwaty, niekiedy sztucznie przez klakierów nagłaśniane na tyle rozdrażnią faryzeuszy, że zagrożeni utratą władzy wnet posuną się do spiskowania, kłamliwej, hałaśliwej i skomasowanej propagandy, licznych prób przekupstwa itd.. By ostatecznie postawić Jezusa przed sądem czy… Trybunałem Stanu z zarzutem próby obalenia legalnej władzy. Jakby się dziś powiedziało : obalenia siłą legalnego ustroju.

Pośpiesznie wydany wyrok był prawomocny, egzekucja odbyła się tego samego dnia i nie skorzystano z prawa łaski. Naród wybrany miał o tych antysystemowych „wybrykach” jak najszybciej zapomnieć. Być może nawet w dalekim Rzymie cesarz Tyberiusz powołał w tej sprawie jakąś komisje, która jednak szybko zakończyła śledztwo z konkluzja, że Ukrzyżowany sam sobie był winien skoro mimo sugestii nie przestał głosić, że jest … Królem. Teren zaś wokół Krzyży starannie przekopano i wygrabiono. A ewentualne pozostałości w postaci kawałków drewna czy odzieży miały służyć ku… przestrodze tym, którzy chcieliby naśladować i iść dalej zbawiać świat.

Czy nie powinna nas zastanawiać współpraca w tym „dziele” nie tylko faryzeuszy z Herodem Antypasem ale zadziwiająca „całkowita zgodność poglądów” pomiędzy nimi a rzymskim okupantem, którego wtedy przynajmniej jawnie reprezentował Poncjusz Piłat ? A ów lud – jak zawsze wielce zagubiony, krzyczący: „Ukrzyżuj” , ośmieszający i gardzący. Czy był refleksyjny czy zaledwie powierzchownie wierzący ? Czy był tylko w głównym nurcie, do bólu pragmatyczny i celebrycki, dla swego dobra i bezpieczeństwa chcący się przypodobać królowi oraz faryzeuszom, a wszyscy tak naprawdę nieoficjalnie wszechmocnemu Poncjuszowi Piłatowi ? Bo przecież wtedy wszystkim się wydawało, że tylko Cesarstwo Rzymskie było potęgą, miało być „światłem i życiem” .

Niech pomocną dla znalezienia odpowiedzi na te pytania będzie myśl błogosławionego Papieża Jana Pawła II : Wiara, jeśli nie jest myśleniem, nie istnieje. (Fides et ratio, 1998 ). Chciałoby się złowróżbnie powiedzieć… a my razem z nią. Nie należy jednak się poddawać. Należy – oprócz wiary i myślenia – ufać Wszechmocnemu i Miłosiernemu. Ileż to od… 33 roku przewinęło się mających trwać w wiecznej sławie „cesarstw”, ileż było „herodów” i „faryzeuszy”, coraz bardziej biegłych w wyrafinowanym szczuciu i kąsaniu. Na końcu jednak zawsze przychodzi i zwycięża ON – Jezus Chrystus. I tak będzie zawsze aż do końca świata. I… ani jednego dnia dłużej. Nie lepiej więc od razu stanąć po… właściwej stronie ?


02.04.2013 Jacek Zalewski

Zobacz inne refleksje