Sęk

Któż z nas nie oglądał, nie pamięta kultowego skeczu kabaretu „Dudek” z początku lat 70-tych ub. wieku, kiedy to Beniek Rappaport dzwonił do Kuby Goldberga w sprawie „interesu do zrobienia”. Temat dla zaspanego Kuby był merytorycznie banalnie prosty i zrozumiały : „Friedmann ma weksel Szapira z żyrem Glassa, rewindykator jest Barmsztajn…On daje 20 procent, franco loko towar jest u Lutmana, tylko ten towar jest zajęty przez Honigmana z powodu weksel Reuberga. Za ten weksel Reuberga można dostać gwarancję od jego teścia Rozencwajga, tylko on jest przepisany na Rozencwajgową, a Rozencwajgowa jest chora. Co by i nie było , to my dziedziczymy dwadzieścia procent, tylko Lutman musi mieć pewność, ze go Honigman nie wypuści, oczywiście, jeżeli Rozencwajgowa jeszcze dziś się przeniesie na łono Abrahama”.

Któż wtedy nie pękał ze śmiechu, co było w znacznym stopniu wytłumaczalne wspaniałą grą aktorską panów Dziewońskiego i Michnikowskiego. Ale jaki odsetek z tych pokładających się ze śmiechu tak naprawdę rozumiał na czym polegał „problem” ? Zapewne odsetek rozumiejących był porównywalny z procentowym udziałem „starszej w wierze” mniejszości w ogólnej populacji. Można było ten fakt jednak zrozumieć. W Kraju obowiązywał od lat ustrój socjalistyczny, atrybutów zaś typowych dla gospodarki kapitalistycznej było tyle co przysłowiowy kot napłakał. Przedwojenni polscy biznesmeni i bankierzy już raczej powymierali a młodzież, głównie akademicka zajęta była myślą o „Zachodzie”, chodzeniem po górach, robotniczymi praktykami studenckimi i zbieraniem cegiełek na „Dar Młodzieży”.

Dziś jest jakże inaczej. Wyrosło nam nowe, postępowe pokolenie. Wykształcone, otwarte na świat, mieszkające w Europie bez granic, różnorodne, tolerancyjne, świadome swych praw. Tworzą społeczeństwo, w którym galeria ma się kojarzyć z marketem, akademia ze szkółką piłkarską a gala z ringiem bokserskim. Parada (paradiese !) ma natomiast głównie przywodzić na myśl obsceniczny przemarsz mniejszości seksualnych, a określenie partner w żadnym wypadku nie może oznaczać dla przykładu wspólnika lecz życiowego przyjaciela, oczywiście tej samej płci – póki co gatunku ludzkiego. To pokolenie jest karmione papką, że „Franciszek” musi się wstydzić za hierarchów polskiego Kościoła a zwykły wierzący – nie jakiś tam biskup – ma mieć decydujący wpływ kto będzie proboszczować w wybranej parafii. To pokolenie wie, że ma być tęczowe, kolorowe a tylko od święta biało-czerwone w piwnych oparach strefy kibica. Nie może też pozwolić, by rozwydrzeni kibole pod płaszczykiem patriotów podczas Marszów Niepodległości zakłócali pokojowe manifestacje importowanych antyfaszystów. I tylko oglądając na „jutubie” wspomniany skecz jednego to wykształcone pokolenie zapewne nadal nie zrozumie W jakiej sprawie dzwonił Beniek Rappaport. Bo to wiedza dla wybranych. No… chyba żeby… w końcu Rozencwajgowa by wyzionęła ducha.


16.08.2013 Jacek Zalewski