Czy tylko „mądrej głowie dość dwie słowie” ?

Któż z nas, biorąc udział w różnego rodzaju oficjalnych czy prywatnych spotkaniach nie był świadkiem słownego lapsusu, wypowiedzianego przez jednego z uczestników ? Ba, sam nie był autorem takiej językowej gafy. Ot, dla przykładu ktoś może tłumaczyć swoje zmęczenie słowami; ” ach wybaczcie – wczoraj jadąc do Warszawy przejechałem ponad 700 km”. Prawie każdy, każda mądra głowa potraktuje ten lapsus z pobłażaniem, przyjmując oczywiście do wiadomości sam powód zmęczenia. Pomyśli w dodatku, że tłumaczący sam może dokona poprawki o przejechanej wczoraj trasie.

Wiadomo bowiem, że z Poznania do Warszawy to odległość ok. 300 km, a ów zmęczony miał na myśli nie tylko ten odcinek, ale także przebyte kilometry w Stolicy jak i drogę powrotną. I mógłby dalej opowiadać na pewno ciekawe rzeczy. Ale nie ! Zawsze się znajdzie… super mądra i chorobliwie dokładna głowa dla której ów lapsus stał się idealną okazją, by zaistnieć i błysnąć w towarzystwie. „Przepraszam bardzo, ale do Warszawy jest nie 700 a nieco ponad 300 kilometrów” – odezwie się głosem, zdradzającym niemałe z siebie zadowolenie.

To tylko pretekst dla głowy wrogiej, dla której owe dwa słowa są idealne do wypowiedzenia poglądu, że na pewno ów wróciwszy z Warszawy myśli, że skoro ma stanowisko oraz tytuł doktora to może uważać obecnych za niedouczonych i tym samym opowiadać głupoty. Zaraz też z filozoficznym zacięciem żachnie się retorycznie głowa zakompleksiona w stylu ” I jak taki może mieć ukończone studia”. Bohater niespodziewanej akcji, zaskoczony, indagowany by wykrztusił słowo „przepraszam” zapomniał, by powiedzieć o powodzie ważnej wizyty w Stolicy, a także skromnym fakcie, że zebrani piją dobre wino przywiezione akurat przez niego. Prym tu jednak zawsze wiedzie mądra ale i wredna głowa, która jakby dla dobra obrażonego i poszkodowanego ogółu ( a tak naprawdę zdecydowanej mniejszości ) umiejętnie potrafi wzmóc napięcie, zatruć atmosferę, windując jednocześnie siebie do miana wyroczni.

Porównywalnych sytuacji może każdy chcący doszukać się w skali nie wąskiego grona znajomych lecz ogólnopolskiej. Ot, choćby tragiczny przykład. Jadący pod wpływem alkoholu ksiądz potrącił i mocno poturbował na drodze dziecko, które trwale okaleczone będzie żyło z traumą przez resztę swoich dorosłych dni. To naprawdę bardzo przykre dla wszystkich zdarzenie. Atakujące z furią media stają w specyficzny sposób w obronie pokrzywdzonego dziecka. Pełne fałszywej troski nagłówki w prasie typu ” Czy Papież Franciszek pozbędzie się pijaków w sutannie ?” lub ” Czy Kościół wydźwignie się z grzechu pijaństwa” należą do tych delikatnych, choć równie misternie szyjących łatkę „ksiądz – pijak”. Przywołany na medialny dywanik „Szef” księdza, choć podkreśla do znudzenia o zerze tolerancji dla pijanych za kierownicą próbuje słusznie to tragiczne zdarzenie ująć w szerszym kontekście.

Bo – oczywiście – dla nikogo, jadącego w stanie nietrzeźwym nie ma żadnej okoliczności łagodzącej. Ale gdyby tak może byłaby obwodnica miasta, mająca zostać wybudowana już na Euro 2012, gdyby pijany kierowa nie wjechał w dziurę na nieremontowanej od kilku lat drodze, gdyby z powodu oszczędności nie były wyłączone lampy uliczne, gdyby dziecko chodziło do swojej „starej” szkoły, która została właśnie zlikwidowana, gdyby jeszcze nie zadziałały inne niekorzystne czynniki może nie doszłoby do tragedii.

Jaką to głową trzeba dysponować, by wysnuć z takiego toku rozumowania nachalnie promowany wniosek, że Biskup broni księdza – pijanego sprawcę i podstępnie próbuje całą winą obarczyć wrogi Rząd oraz władze lokalne ? Ba, jaka to musi być głowa, która sugeruje, że Przełożony z pewnością toleruje nadużywanie alkoholu i jawnie próbuje całą sprawę przykryć pod przysłowiowy dywan. Jakie ostateczne cele świtają w takiej głowie. Czy dobro dziecka, o którym już za dwa dni nikt nie będzie pamiętać ? Czy też może celem jest pełna miłości potrzeba pochylenia się z troską nad chwilowo, a może i trwale upadłym zwykłym człowiekiem ? Upadłym, bo może nie potrafiącym w tym katolickim Kraju udźwignąć na sobie wiedzy, którą od lat jest przygniatany w ciszy konfesjonału, nie potrafiącym jednak zawsze żyć jako całkowicie i wyłącznie oddanemu Bogu. Pozostawionemu samemu sobie. Czy tak naprawdę wszystko co przez medialną głowę podane na tacy jest do strawienia, szczere, służy naszemu zdrowiu, czy w końcu można ostatecznie mieć zaufanie do suflerującego… szefa kuchni ?

Ktoś może zapytać : jaki szef kuchni, jaki sufler ? Cóż ! Mądrej głowie…


22.10.2013 Jacek Zalewski